Singapur, utopia Konfucjusza

Kilka wieków temu Londyn, a następnie Nowy Jork były kulturalnymi i intelektualnymi centrami XIX i XX wieku. Były to kolebki zachodniej cywilizacji. Zauważyłem, że Singapur zdaje się odegrać podobną rolę w procesie postępu jaki wiedzie Azja. Z jednej strony to mały kraj, mający zaledwie 5,5 miliona mieszkańców. Z drugiej – wielkie miasto, które zachwyca architektonicznie i potężna gospodarka finansowa Azji. To prawdziwy azjatycki tygrys.

 

Singapur jest ultraczystym i porządnym miastem. Nie widziałem śmieci na ulicach, uwagę przyciągają zadbane domy i ulice. Codziennie na ulicy mijali mnie przyjaźnie nastawieni ludzie. To bardzo odbiegające stylem miasto od innych z Azji i mam wrażenie, że bardziej pasuje do kultury europejskiej niż azjatyckiej. Językiem urzędowym jest angielski i wszystkie oznaczenia ulic oraz nazwy pisane są właśnie po angielsku. Jedynie Little India i Chinatown stanowią małe enklawy, które porozumiewają się lokalnym językiem i piśmiennictwem. To taka trochę mieszanka Londynu i Nowego Jorku.

 

Niesamowita mieszanka kulturowa jaką zaobserwowałem podczas pobytu wprawiała mnie w zadumę. Tutaj obok siebie żyją hindusi, Chińczycy, Malizejczycy, Fiilipińczycy wyznający różne religie: buddyzm, islam i hinduizm. Jest też kilka kościołów lecz nie tylko katolickich. Okazuje się, że w tym kosmopolitycznym mieście mogą funkcjonować obok siebie różne kultury i jednocześnie szanować swoją odrębność. To tak różne od naszej nieco nacjonalistycznej mentalności.

 

Sama nazwa Singapur pochodzi od malajskiego słowa „singa” czyli lew i „pura” co oznacza miasto. Dlatego właśnie w centrum miasta ogromny posąg lwa wypluwa z siebie dużą ilość wody, co czyni jedną z atrakcji tego miasta.

 

Utopia… idealne państwo. Konfucjusz mówił o boskim planie, gdzie każdy zna swoje miejsce, a jednostka podporządkowana jest prawu, dobru ogółu, w którym panuje harmonia. Występuje w tym wiele zalet za określoną z góry cenę, jaką?

Horrendalne ceny alkoholi. Tu rząd dba abym pił mniej, o wiele mniej – butelka Jacka Danielsa 0,7 w klubie kosztuje 2,800 zł. Złotej Tequlii 3,900 zł… Dla normalnego turysty są to ceny zaporowe. Ale w wielu dziedzinach życia jest mnóstwo restrykcji. Aby posiadać psa, czy auto należy wykupić licencję od rządu. Licencja na psa jest ważna rok, koszt to 70 $, a posiadanie samochodu na okres 10 lat kosztuje 60 000 $ za cały okres. Samochód średniej klasy kosztuje tyle, co bardzo dobre roczne zarobki w Singapurze. Szokujące? To dopiero początek, bo prawdziwym cenowym kosmosem jest wynajem mieszkania. Aby zamieszkać w centrum miasta należy zdać sobie sprawę z tego, że miesięczny koszt wynajmu mieszkania – nie apartamentu, oscyluje w przedziale od 25 000 do 30 000 zł. Taniej jest na obrzeżach miasta, bo tu już tylko zapłacił bym od 11 000 do 15 000 zł.

 

Singapur to paradoks łączenia elementów socjalizmu z kapitalizmem i chyba to jest jego największą siłą. Rząd w sposób zorganizowany dba o swoich ubogich mieszkańców. Rozwinięta jest opieka zdrowotna i edukacja. Chyba największym sukcesem tego państwa jest połączenie zachodniej kultury z azjatyckimi wartościami, którymi głównym założeniem jest dobro ogółu.

Ja zauważyłem będąc tu już kolejny dzień wartości te współistnieją i dopełniają się w harmonijny sposób.